czwartek, 11 marca 2010

Ogólnie

Wielkimi krokami zbliża się wiosna, a wraz z nią dłuższe weekendy i ciepłe dni. Nadchodzi czas, aby odkurzyć rower, nasmarować łańcuch i dopompować koła, ustawić siodełko i wraz z dziećmi lub znajomymi wyruszyć na wyprawę do lasu. W końcu będziemy mogli odpocząć od codziennego zgiełku, brudu ulic, smrodu spalin, rzężenia samochodów, kakofonii klaksonów. W domu wreszcie znajdziemy powód, aby wyłączyć wiecznie grający telewizor z prezenterami robiącymi fikołki i pajacyki. Ruszamy do lasu!

Pierwsze co nam się rzuca w oczy, szczególnie w lasach podwarszawskich to hałdy śmieci i sterty różnorodnych gratów. Ale nie o tym mowa. Jedziemy, patrzymy przez siebie. Jeśli jakaś lodówka czy pralka leży na środku drogi, to ją omijamy. Z jednym nie wygramy.... Z quadami i motocrossowcami.
Wszyscy moi znajomi rowerzyści potwierdzają jedno - jest ich coraz więcej, są coraz głośniejsi i właściwie nie ma dnia, aby ktoś z nas ich nie spotkał. Schowani w profesjonalne kombinezony, szczęśliwi jeżdżą na swoich quadach i motorach z głęboko bieżnikowanymi oponami. Wszyscy się ich boimy tak samo. A najbardziej boimy się o swoje dzieci. Jakie szanse na uniknięcie wypadku ma dziecko, na które podczas kilkukilometrowej przejażdżki z rodzicami po lesie, nagle z krzaków wyskoczył człowiek na ponad 600 kilogramowej maszynie? Uważam, że sytuacja nie wymaga komentarza. Jeśli nic nie zrobimy w tej sprawie, nie skierujemy quadów i motorzystów na wydzielone przestrzenie, do takiego wypadku z pewnością dojdzie. Pewnie dopiero wtedy zadamy sobie pytanie, dlaczego nie zadziałaliśmy wcześniej?

To samo pytanie będzie nas dręczyło, kiedy z chronionych obszarów, w okolicach Warszawy, głównie w ramach programu Natura2000, nie zostanie nic poza przemieloną przez ciężki sprzet trawą z błotem. Tam, gdzie kiedyś były tajemnicze bagna, urocze jeziorka, chaszcze nie do przebycia, zastaniamy obraz jak po nalocie dywanowym. Czy naprawdę tego chcemy?

Niepokojące jest i to, że gdy chcę odpocząć od codzienności, smrodu spalin i hałasów wielkiej metropolii, uciekam do lasu, a tam zamiast odwiecznej ciszy słyszę cały czas wycie silników, które można przyrównać do startującego w niewielkiej odległości ode samolotu odrzutowego. Odbiera nam, rowerzystom, i całym rodzinom pragnących aktywnie spędzać czas - tak ostatnimi czasy promowaną przez wszystkie media i urzędy czynność - przyjemność z weekendowego wypadu lasu.

Smród spalin, wycie silników, ciągły strach przed potrąceniem - a to wszystko spowodowane przez wąską, ale bez przerwy i szybko powiększającą się grupę quadowców i motocrossowców.

Dlatego też apeluję! Działajmy, póki nie jest za późno! Nie zabraniajmy ludziom ich szaleństw, ale chociaż sprawmy, aby inni czuli się bezpiecznie. Wyznaczmy specjalne obszary dla quadowców i motocrossowców, na które nikt inny poza nimi nie będzie miał wstępu, a oni będą mogli szaleć do woli.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz