niedziela, 14 marca 2010

Po co to wszystko?

Żeby wszyscy byli szczęśliwi. Quadowcy i motocrossowcy będą mieli gdzie jeździć bez ograniczeń, nie wadząc nikomu. Spacerowicze i rowerzyści nie będą nerwowo rozglądać się czy ktoś ich nie chce rozjechać. Las nie zamieni się w poligon. Pierwsze tory już są, ale ciągle jest ich mało, poza tym "na dziko" przecież pojeździć przyjemniej. Tylko fakt, że szlaban przed wjazdem do lasu można bokiem ominąć, nie znaczy że wjazd do niego jest legalny. Leśnicy nie będą się ścigać z quadowcami żeby wlepić mandat, bo nie dadzą rady, ale mandat nadal się należy. Spacerowicze nie mają dużego zasięgu, a motocyklem można sobie podjechać na tor. Nikt nikomu nie wypowiada wojny, lasy są na tyle duże, że dla każdego jest miejsce, tylko nie w tym samym miejscu.

czwartek, 11 marca 2010

Ogólnie

Wielkimi krokami zbliża się wiosna, a wraz z nią dłuższe weekendy i ciepłe dni. Nadchodzi czas, aby odkurzyć rower, nasmarować łańcuch i dopompować koła, ustawić siodełko i wraz z dziećmi lub znajomymi wyruszyć na wyprawę do lasu. W końcu będziemy mogli odpocząć od codziennego zgiełku, brudu ulic, smrodu spalin, rzężenia samochodów, kakofonii klaksonów. W domu wreszcie znajdziemy powód, aby wyłączyć wiecznie grający telewizor z prezenterami robiącymi fikołki i pajacyki. Ruszamy do lasu!

Pierwsze co nam się rzuca w oczy, szczególnie w lasach podwarszawskich to hałdy śmieci i sterty różnorodnych gratów. Ale nie o tym mowa. Jedziemy, patrzymy przez siebie. Jeśli jakaś lodówka czy pralka leży na środku drogi, to ją omijamy. Z jednym nie wygramy.... Z quadami i motocrossowcami.
Wszyscy moi znajomi rowerzyści potwierdzają jedno - jest ich coraz więcej, są coraz głośniejsi i właściwie nie ma dnia, aby ktoś z nas ich nie spotkał. Schowani w profesjonalne kombinezony, szczęśliwi jeżdżą na swoich quadach i motorach z głęboko bieżnikowanymi oponami. Wszyscy się ich boimy tak samo. A najbardziej boimy się o swoje dzieci. Jakie szanse na uniknięcie wypadku ma dziecko, na które podczas kilkukilometrowej przejażdżki z rodzicami po lesie, nagle z krzaków wyskoczył człowiek na ponad 600 kilogramowej maszynie? Uważam, że sytuacja nie wymaga komentarza. Jeśli nic nie zrobimy w tej sprawie, nie skierujemy quadów i motorzystów na wydzielone przestrzenie, do takiego wypadku z pewnością dojdzie. Pewnie dopiero wtedy zadamy sobie pytanie, dlaczego nie zadziałaliśmy wcześniej?

To samo pytanie będzie nas dręczyło, kiedy z chronionych obszarów, w okolicach Warszawy, głównie w ramach programu Natura2000, nie zostanie nic poza przemieloną przez ciężki sprzet trawą z błotem. Tam, gdzie kiedyś były tajemnicze bagna, urocze jeziorka, chaszcze nie do przebycia, zastaniamy obraz jak po nalocie dywanowym. Czy naprawdę tego chcemy?

Niepokojące jest i to, że gdy chcę odpocząć od codzienności, smrodu spalin i hałasów wielkiej metropolii, uciekam do lasu, a tam zamiast odwiecznej ciszy słyszę cały czas wycie silników, które można przyrównać do startującego w niewielkiej odległości ode samolotu odrzutowego. Odbiera nam, rowerzystom, i całym rodzinom pragnących aktywnie spędzać czas - tak ostatnimi czasy promowaną przez wszystkie media i urzędy czynność - przyjemność z weekendowego wypadu lasu.

Smród spalin, wycie silników, ciągły strach przed potrąceniem - a to wszystko spowodowane przez wąską, ale bez przerwy i szybko powiększającą się grupę quadowców i motocrossowców.

Dlatego też apeluję! Działajmy, póki nie jest za późno! Nie zabraniajmy ludziom ich szaleństw, ale chociaż sprawmy, aby inni czuli się bezpiecznie. Wyznaczmy specjalne obszary dla quadowców i motocrossowców, na które nikt inny poza nimi nie będzie miał wstępu, a oni będą mogli szaleć do woli.